Lato 2020

To fotograficzno-podróżnicza opowieść, która zabierze Was w najbardziej niestandardowe miejsca do odpoczynku w naszym kraju. Podczas lata 2020 odwiedziliśmy miejsca takie jak glampingi, górskie jurty, leśne bańki, plantację lawendy, ranczo, domki na wodzie i na drzewach.

Projekt udowadnia, że magiczne lokalizacje można znaleźć nie tylko za granicą. Polska jest pełna klimatycznych miejsc blisko natury, oferujących niestandardowe konstrukcje, lokalne produkty, styl eko i wyjątkowe historie. Towarzyszą nam polskie marki oraz ich wyjątkowe produkty. Podczas podróży zbieramy różnorodny materiał: robimy zdjęcia cyfrowe i analogowe, kręcimy wideo, a także latamy dronami, tam gdzie nie możemy wejść sami. Wszystko po to by pokazać Wam jak najwięcej pięknych obrazków!

edycja

Wszystkie zdjęcia, które znajdziecie na tej stronie to nasze prace fotograficzne. Chcemy pokazywać Wam, tylko sprawdzone przez nas miejsca i polecać to co najlepsze. Jest wiele stron internetowych z inspiracjami podróżniczymi, ale tutaj znajdziecie miejsca które możemy z czystym sumieniem rekomendować naszym czytelnikom bo sami w nich byliśmy. Pokazywane przez nas miejsca to nie tylko inspiracja na weekendowy wyjazd lecz również lokalizacja na kampanie reklamowe, wyjazdy firmowe i życie w stylu SlowPolska.

Lokalizacje

Vegan House

Glamping w Kotlinie Kłodzkiej

Vegan House to pierwszy przystanek na naszej trasie i pierwszy w 100% wegański glamping w Polsce. Namioty sferyczne przypominają z zewnątrz marsjańskie obiekty, a wewnątrz wyposażone są jak nowoczesna kawalerka – w dwuosobowe łóżko, małą kuchnię, stół, fotele, kominek, a także łazienkę z prysznicem. Istotnym udogodnieniem jest klimatyzator. Każdy, kto choć raz spał w namiocie, zna budzące o poranku gorąco i zaduch. Tutaj wystarczy tylko ustawić odpowiednią temperaturę wieczorem albo szybko zmienić ją rano, przewrócić się na drugi bok i dalej cieszyć snem.

Vegan House będzie idealną bazą w Kotlinie Kłodzkiej. Stanowi atrakcyjny nocleg zarówno dla osób aktywnych, ceniących piesze wędrówki, jak i tych, którzy szukają ciszy i relaksu w nietuzinkowym otoczeniu. Namioty sferyczne znajdują się na drewnianych platformach, które znacznie lepiej niż ziemia nadają się do uprawiania jogi czy rozłożenia leżaka i poczytania książki. Połowa konstrukcji jest wykonana z przeźroczystego materiału, dzięki czemu budzimy się z widokiem na Śnieżnik i zasypiamy pod niebem pełnym gwiazd. Od granicy czeskiej dzieli nas tylko 6 kilometrów, a tuż za nią czeka Sky Walk, czyli ścieżka w obłokach, oraz prawdziwe czeskie piwo i kultowa czekolada Studencka.

Kimura Glamping

Namioty pod Warszawą

Na naszej trasie odwiedziliśmy wiele niesamowitych miejsc, ale to wywarło na nas szczególne wrażenie. Możemy je przedstawiać jako idealny przykład glampingu, choć zanim dotarliśmy na miejsce, Kimura wydawała nam się całkiem niepozorna. Znajduje się w Markach pod Warszawą. Początkowo nie byliśmy przekonani, czy w namiotach, do których jechaliśmy zaledwie 40 minut z mieszkania na Mokotowie, faktycznie zaznamy spokoju.

Pierwsze, co rzuca się w oczy po przekroczeniu progu, to niesamowicie dopracowany wystrój. Klimat, klimat i jeszcze raz klimat – tego słowa trudno uniknąć, gdy pisze się o Kimurze. Namioty, lampki na drzewach, łazienka, stół do wspólnego posiłku czy nawet drewniane kłody, po których chodzi się między namiotami, są na swoim miejscu i nadają charakter całemu ośrodkowi. Wystrój, mimo że pełen detali, nie kojarzy się z przesytem.

W Kimurze mieszka się w namiotach zrobionych z wysokiej jakości materiałów, o konstrukcji wspartej na drewnianych palach. Każdy ma indywidualny wystrój, estetyka całego kompleksu pozostaje jednak spójna. Atrakcją, która zrobiła na nas największe wrażenie, jest pozbawiona zadaszenia prywatna łazienka. Rano, przeglądając się w lustrze, widzimy, jak dookoła liście kołyszą się na wietrze, a w nocy, gdy bierzemy prysznic, mamy wrażenie, że niespodziewany deszcz wcale by nam nie przeszkadzał. Miejsce jest godne polecenia zarówno ze względu na idealne warunki do wypoczynku, jak i inspirującą przestrzeń.

W Bańce

Glamping pod Łodzią

Glampingi, które odwiedzaliśmy wcześniej, były w mniejszym lub większym stopniu przezroczyste. Bańka jest pod tym względem wyjątkowa, ponieważ nie ma wewnętrznej konstrukcji – z każdej strony otacza nas natura. Nie musimy jednak martwić się o prywatność: dookoła same drzewa, nad nami niebo i słychać jedynie śpiew ptaków. Czego więcej sobie życzyć?

W ciągu dnia białe bańki otoczone zielenią przypominają kosmiczną bazę, natomiast w nocy, gdy zapadnie zmrok, rozpoczyna się prawdziwa magia. Oświetlony od wewnątrz namiot przypomina świecącą pomarańczową kulę pośród drzew. Przed przyjazdem planowaliśmy zdjęcia nocne i nie rozczarowaliśmy się, bo widok był niesamowity! Ale uwaga – jak każdy namiot, bańka też się nagrzewa. Spędziliśmy w niej dwa najgorętsze dni tego sezonu i gdybyśmy mieli drugi raz wybierać dzień przyjazdu, zaplanowalibyśmy go na mniej upalny czas.

Dom nad Wierzbami

Agroturystyka nad Bugiem

Dom pani Basi był wyjątkowym przystankiem na naszej trasie. Wszystkie pozostałe lokalizacje można opisać tymi samymi słowami: z dala od ludzi, mały domek lub namiot na wyłączność, w którym spędzamy czas tylko we własnym towarzystwie. Dom nad Wierzbami okazał się na naszej trasie jedynym miejscem, w którym goście wspólnie jedzą posiłki i spędzają czas. Kąpiel w wannie z polnymi kwiatami i ziołami, wszechobecna natura i sauna z widokiem na krowy kąpiące się w stawie czy wspólne wieczorne ogniska to atrakcje, po które warto tu zajrzeć.

Pierogi, zupa pomidorowa z domowych warzyw czy własnoręcznie produkowane wina i nalewki to prawdziwe smakołyki, których po prostu trzeba spróbować.

Przekroczywszy próg domu jako goście, w teorii byliśmy nieznajomymi, ale od pierwszej chwili poczuliśmy tu ciepło i rodzinną atmosferę. W czasach kiedy ludzie coraz bardziej oddalają się od siebie i z coraz większym trudem nawiązują nowe kontakty, takie miejsca są niezwykle cenne.

Camping Chałupy 6

Wypoczynek na Helu

Nasz ukochany Hel. To mekka entuzjastów słońca, wiatru oraz wind- i kitesurfingu. Planując wyjazd na półwysep, szukaliśmy miejsca, w którym się zatrzymamy: w namiocie, kamperze, a może w pensjonacie? My zdecydowaliśmy się na coś pomiędzy i zamieszkaliśmy w TinyHouse, dwupoziomowym połączeniu mobilnej przyczepy z drewnianym domkiem. Na parterze znajdziemy łazienkę, kuchnię, mały salon oraz wiele schowków, a na piętrze – sypialnię z dwuosobowym łóżkiem.

TinyHouse ma wszelkie udogodnienia przyczepy, ale wnętrze wykonane jest z drewna, a nie z tworzyw sztucznych.To atut, który bardzo doceniamy! Zupełnie inaczej się odpoczywa, gdy w gorący dzień chodzi się po drewnianej podłodze, a nie po plastikowej płycie.

50-letnim vanem na plażę

Van do wynajęcia

Chyba każdy widział kiedyś zdjęcia surferów podróżujących z plaży na plażę w poszukiwaniu najwyższych fal. Kto chce choć na chwilę pójść w ich ślady, ma na to szansę! Odpowiednie auto można wypożyczyć, a potem wystarczy tylko zaznaczyć kilka miejsc na mapie i wyruszyć w drogę. Na rynku funkcjonuje wiele firm wynajmujących stare, stylowe auta, idealne do tego, by podróżować z plaży na plażę. My zdecydowaliśmy się zaufać Jackowi – prawdziwemu entuzjaście zabytkowych aut i kitesurfingu.

Jego volkswagen T1, potocznie zwany „ogórkiem”, był stylowy, całkowicie odrestaurowany i wykończony chromem. Każdy element – od kierownicy, przed podsufitki, po silnik – został profesjonalnie odnowiony. Auto opuściło warsztat Jacka prawdopodobnie w lepszym stanie, niż gdy wyjeżdżało z fabryki! Choć znajdujące się w nim łóżko jest nieco mniejsze od standardowego, a w pełni funkcjonalnej toalety tam nie ma, to i tak wolimy oldschoolowy styl zabytkowego auta niż jazdę jego nowoczesnym, plastikowym odpowiednikiem.

Przykładowe vany do wynajęcia:

Lawendowy Ląd

Wypoczynek na plantacji lawendy

Lawendowy Ląd wyznaczył środek naszej przygody w stylu slow life. Od razu po wyjściu z auta poczuliśmy charakterystyczny zapach lawendy, który nie opuszczał nas przez kilka kolejnych dni. Na miejscu nie tylko się ją uprawia, ale też wyrabia z niej rozmaite artykuły. Na plantacji znajduje się też apartament z przepięknym widokiem na pradolinę warszawsko-berlińską.

Przyjechaliśmy tu w połowie sierpnia i trafiliśmy akurat na koniec lawendowych zbiorów. Dzięki temu mieliśmy możliwość podpatrywać produkcję wyrobów na bazie lawendy. Nawet nie przypuszczaliśmy, jak ciekawe może być wytwarzanie z niej olejków, syropów czy hydrolatu. Zaledwie 2,5% tej rośliny to naturalny olejek, więc by uzyskać 10 mililitrów, trzeba zużyć aż 400 gramów suszonej lawendy, czyli tyle, ile jest na jednym krzaczku.

Ranczo Rosochacz

Relaks wśród zwierząt

Pamiętacie Roberta Redforda w filmie „Zaklinacz koni”? Właściciele Rancza Rosochacz, Marcin i Kuba, twierdzą, że techniki wykorzystane w tym filmie to absolutne podstawy. Ranczo to miejsce, w którym właściciele nie tylko uczą swoich gości jazdy konnej, ale także zajmują się treningiem trudnych, nieokiełznanych koni. To prawdziwi profesjonaliści, do których z całej Polski zjeżdżają właściciele niesfornych zwierząt. „Potrzeba czasu na złagodzenie charakteru konia, czasami miesiąca, czasami nawet trzech, ale trzeba z nim pracować, pracować i jeszcze raz pracować”, tłumaczył nam Kuba.

Solą tej ziemi są ludzie, którzy z pasją i poświęceniem stworzyli wyjątkową, westernową przestrzeń o niepowtarzalnej atmosferze. Ranczo żyje swoim życiem, a my jako goście staliśmy się jego częścią. Spaliśmy w drewnianych domkach, a o poranku budził nas stukaniem w drzwi pies rasy border collie. Wieczorami siodłaliśmy konie i ruszaliśmy w teren szukać idealnych scenerii na zdjęcia. Uwierzcie nam, jazda konna nie idzie w parze z robieniem zdjęć! Mamy doświadczenie w pilotowaniu dronów w trakcie jazdy samochodem czy pływania żaglówką, ale obsługa drona podczas jazdy konnej graniczy z niemożliwością.

Dom na wodzie Nomadream

Wypoczynek na środku jeziora

Do tego miejsca jechaliśmy z Katowic aż 500 kilometrów. Kilkukrotnie pływaliśmy żaglówkami czy katamaranami po Morzu Śródziemnym i wiemy, jak wygląda życie w ciasnych pomieszczeniach łódek. Nie można się w nich wyprostować, ubrania są rozłożone po kilku małych schowkach, a w lodówce praktycznie nie ma na nic miejsca. Tu natomiast sprawa wygląda zupełnie inaczej. Miejsca na tej łódce wystarczy spokojnie dla ośmiu osób.

Znajdziecie na niej kuchnię, duży salon, cztery łazienki – warunki bardziej kojarzą się z porządnym pokojem hotelowym niż z ciasną kadłubową łódką. Mimo że Nomadream nie przypomina typowej łodzi, ma silnik motorowy, umożliwiający wypłynięcie na szerokie wody jeziora Niegocin. Czas, który spędziliśmy na łodzi, był niesamowity, a za posiłkami spożywanymi na własnym tarasie z widokiem na wodę tęsknimy do dziś. Nomadream to autorskie projekty nie tylko pływających domów, ale także futurystycznych biur i mieszkań, które firma wykonuje we własnej stoczni pod Łodzią.

Jurty w Dolinie Niedźwiadka

Relaks w Karpatach Zachodnich

Jurty były przedostatnim punktem na naszej liście glampingowych lokalizacji. Niesamowicie zmęczeni trzytygodniową sesją fotograficzno-podróżniczą, po przekroczeniu progu padliśmy na łóżko i zasnęliśmy na dobre dwie godziny. Teoretycznie konstrukcja jurty nie różni się zbytnio od jej historycznej wersji – wspiera się na drewnianym stelażu, ściany są wykonane z bawełnianego pokrowca wypełnionego izolującą wełną, a dodatkowe ciepło zapewnia kominek opalany drewnem.

Dużym atutem jest lokalizacja w rejonie Karpat Zachodnich. Już samo mieszkanie w jurcie z przeszklonym sufitem jest atrakcyjne, a dodatkowym bonusem jest możliwość chodzenia po górskich szlakach, próbowania potraw kuchni łemkowskiej oraz kąpiel w Jeziorze Klimkowskim. Polecamy spróbować lokalnych potraw bazujących na kaszy, mleku, grzybach i kiszonej kapuście.

Siedlisko Sobibór

Odpoczynek w koronach drzew

Siedlisko Sobibór zwieńczyło naszą długą podróż. Ośrodek znajduje się niecałe 2 kilometry od granicy z Ukrainą. Zdecydowanie należy do trzech najładniejszych miejsc na naszej trasie! Wiekowe budynki, stodoła, kamienne piece, zakonny witraż – widać, że to miejsce ma długą historię. Obok tradycyjnych budynków w Siedlisku Sobibór są również domy na palach, wzniesione na wysokości koron drzew. Widać z nich cudowne bezkresne pola, rozpościerające się przed całym kompleksem.

Poranek trafił nam się deszczowy, ale zachód słońca był prawdziwą magią. Błękitno-różowe niebo, zieleń, budynki z drewna, kwiaty i ogródki warzywne, promienie zachodzącego słońca mrugające pomiędzy sznurami lampek ogrodowych czy glinianych naczyń na płocie. W głównym budynku, tuż przy recepcji, zza której uśmiecha się do gości pani Ewa, znajduje się witryna z autorskimi kosmetykami: balsamami do ciała, solami do kąpieli, peelingami, dezodorantami, sprzedawanymi w ekologicznych słoiczkach, zrobionych z naturalnych surowców. Znajdziemy tam też świece zapachowe, odświeżacze powietrza o zapachu polnych kwiatów, domowe przetwory, a także aromatyczną cytrynówkę.

Wystawa

To fotograficzno-podróżnicza opowieść, która zabierze Was w najbardziej niestandardowe miejsca do odpoczynku w naszym kraju. Podczas lata 2020 autorzy odwiedzili miejsca takie jak glampingi, górskie jurty, leśne bańki, plantację lawendy, ranczo, domki na wodzie i na drzewach. Projekt udowadnia, że magiczne i pinterestowe lokalizacje można znaleźć nie tylko za granicą. Polska jest pełna klimatycznych miejsc blisko natury, oferujących niestandardowe konstrukcje, lokalne produkty, polskie marki, styl eko i wyjątkowe historie.

Wstęp na wystawę jest bezpłatny.

Organizatorzy: Fotografowie Podróżniczy Maria Ocioszyńska i Jakub Jędrzejczak, Hala KoszykiJulian Cochran Foundation

Partnerzy wystawy: Mokobelle, Nomadream, Siedlisko Sobibór, MUAStudios, JustPaul, Chałupy6, Kimura Glamping, Lawendowy Ląd, Ministerstwo Dobrego Mydła, Warsaw Meal.
Patron projektu: Magazyn KUKBUK

Wydarzenie na Facebooku: https://www.facebook.com/events/2453903178240285


Wystawa online

SURFER, KTÓRY NIE UMIE ZŁAPAĆ FALI

fot. Maria Ocioszyńska

Pierwszy budzik zadzwonił o godzinie 3:40 i od razu go wyłączyliśmy, bo położyliśmy się niecałe 3 godziny wcześniej do łóżka. Cali zaspani, głodni i w ciemnościach jechaliśmy w kierunku Rewy z Półwyspu Helskiego, licząc na to, że Van, którego mieśmy wykorzystać do zdjęć, będzie faktycznie tak niesamowity jak nam go przedstawiono przez telefon. O 5:07 dojeżdżamy i oto ukazuje się on: Volkswagen T1 z lat, kiedy samochody miały mniej elektroniki od dzisiejszej bramy garażowej. Szczęki nam opadły….

T1 było niesamowicie stylowe, charakterne i piękne. Ociekał chromem w miejscach, gdzie można teraz znaleźć jedynie plastik albo naklejkę ostrzegawczą. Wnętrze to tradycyjna krata jak przystało na wiekowe auto. Nawet silnik był fotogeniczny, jeśli można tak powiedzieć o silniku.

Właścicielem tego auta jest Mariusz, do którego pasuje idealnie określenie pasjonat/zajawkowicz. Z zamiłowania Kajciarz oraz pasjonat aut, które odrestaurowuje dla znajomych z nadbrzeżnego świata oraz własnej przyjemności.

Strona www

A GDYBY TAK MOŻNA BYŁO WSADZIĆ BAGAŻE PRZEZ PRZEDNIĄ SZYBĘ?

fot. Jakub Jędrzejczak

Mimo, że przyjechaliśmy jeszcze przed wschodem słońca presja czasu by zrobić zdjęcia była ogromna. Wschód to maksymalnie 30 minut złotego światła, po których słońce traci swój urok. Pojawia ponownie na wieczór tylko nie mieliśmy zamiaru czekać w Rewie 14 godzin na złoty blask.

Oczywiście nie obyło się bez wpadek takich jak zamknięty na kłódkę szlaban uniemożliwiający wjazd Volkswagenem T1 na plażę na zdjęcia. Wiadomo, widok fal w oddali musiał być, bo przecież samochód w stylu surferskim to i zdjęcie musi być w tym klimacie.

Samochód z pod ręki Jacka wyszedł pewnie lepiej niż po wyprodukowaniu przynajmniej 50 lat temu. Felgi, wnętrze, detale idealnie dopasowane i ta przednia szyba, przez którą można włożyć deskę lub przemyć ją podczas jazdy z komarów. Tego w naszych samochodach już nie znajdziemy. Nie wiem, jak Jacek ma w domu, ale jeśli tak samo dba o swój dobytek to pewnie mieszka w pałacu wyłożonym złotem.

Strona www

DOMY NA TRAWIE

fot. Maria Ocioszyńska

Vegan House jest pierwszym vegańskim glampingiem w Polsce. Dostaniemy tam w 100% wegańskie jedzenie, które zapewni nam siłę do chodzenia po górskich szlakach znajdujących się wokoło. Plusem jest bliskość granicy czeskiej, która oddalona jest jedynie 6 km od naszego noclegu. Warto odwiedzić Skywalk, kupić czeskie piwo i gorzką czekoladę Studencką.

Strona www

NOCNY STROBOSKOP

fot. Maria Ocioszyńska

Jeszcze w drodze do VeganHouse dostaliśmy ALERT RBC o możliwych burzach i silnym wierze. Jak zwykle myśleliśmy, że przejdzie bokiem, bo pogoda ciepła i słoneczna. Namiot sferyczny ma to do siebie, że ponad jego połowa stanowi jedno wielkie okno, przez które mogliśmy podziwiać jedną z największych burz w naszym życiu. Czuliśmy się jak w piątek na ulicy Mazowieckiej w Warszawie. 3 godzinny burzowy stroboskop był niesamowity! 😉

Strona www

KIERUNEK MARS

fot. Maria Ocioszyńska

W Vegan House mieszka się w sferycznych namiotach przypominających konstrukcją prezentowane przez NASA marsjańskie domy. Namioty posiadają mini kuchnie, kominek, łazienkę z prysznicem, sypialnię i co najważniejsze klimatyzację, jeśli zrobi się w dzień zbyt gorąco.

Strona www

NOCNY BALON

fot. Maria Ocioszyńska

W nocy widok bańki był jeszcze bardziej nie z tej ziemi. Gigantyczna świecąca bombka sprawiała wrażenie balona na gorące powietrze, który zaraz miał by wznieść się w powietrze.

Strona www

HALO ZIEMIA

fot. Maria Ocioszyńska

Bańka to namiot sferyczny, którego 90% powierzchni jest przeźroczysta, mimo faktu, że widać wszystko co robimy w środku to jednak otoczenie gęstych drzew sprawia, że mamy swoją prywatność i nie musimy martwić się o innych gości.

Strona www

SFERYCZNY PORANEK

fot. Jakub Jędrzejczak

Pobudka o 7:30, dookoła same drzewa, śpiew ptaków i widok nieba. Czego więcej nam potrzeba? 🙂

Strona www

ZŁOTA RYBKA

fot. Jakub Jędrzejczak

Trafiliśmy do przeszklonej bańki w jeden z najgorętszych dni lata. Tego samego dnia mieliśmy w planach zdjęcia z biżuterią Mokobelle.

Strona www

DOMY NA WYSOKOŚCI DRZEW

fot. Maria Ocioszyńska

Mimo tradycyjnych budynków, w Siedlisku Sobibór znajdują się również domy na palach, dzięki których możemy zrównać się z koronami drzew. Widać z nich cudowne bezkresne pola znajdujące się przed całym kompleksem.

Strona www

NA WSCHODNIEJ GRANICY

fot. Maria Ocioszyńska

Sobibór był naszą ostatnią lokalizacją znajdującą się niecałe 2 kilometry od granicy z Ukrainą Znajduje się w trójce najładniejszych miejsc na naszej trasie. Wiekowe budynki, stodoła, kamienne piece, zakonny witraż widać, że to miejsce ma swoją historię.

Strona www

NATURA ZAMKNIĘTA W SŁOICZKACH

fot. Maria Ocioszyńska

Podczas naszej podróży wielokrotnie wstawaliśmy na wschody słońca, jeździliśmy wiele godzin po Polsce i pracowaliśmy po nocach. By zachować cerę w dobrej kondycji ważna jest odpowiednia pielęgnacja, stosowanie kremów bazujących na naturalnych i ekologicznych składnikach.

Strona www

ODPOCZYNEK PRACA NAUKA

fot. Maria Ocioszyńska

Kimura Glamping to nie tylko miejsce do odpoczynku, ale również możliwość pracy i nauki w spokoju. Dowodem na to jest fakt, że męska część naszego teamu uczyła się w tedy do obrony pracy magisterskiej. Oprócz robienia zdjęć, latania dronem, ustawiania mebli i czesania modelki, trzeba było zabrać się do nauki 60 pytań na obronę.

Strona www

SUKIENKA DO KOSTEK

fot. Maria Ocioszyńska

Glamping jest to połączenie słów Glamourus i Camping, co w wolnym tłumaczeniu oznacza luksusowy kemping. Nie oznacza to, że trzeba ubierać się w stylu smart-casual, ale jednak przenośnego grilla, kiełbasy z supermarketu oraz butelek po alkoholu leżących między namiotami raczej tam nie spotkamy.
Abstrahując od tego jak powinniśmy wyglądać w takim miejscu, sukienka ze zdjęcia pasuje tam idealnie 😉

Strona www

ŁAZIENKA BEZ DACHU

fot. Jakub Jędrzejczak

Każdy z namiotów posiada swoją prywatną łazienkę, która jest bez dachu.
Rano przeglądając się w lustrze widzimy jak dookoła bujają się listki na wietrze, a w nocy biorąc prysznic mamy wrażenie, że gdyby zaczęło padać w ogóle nam by to nie przeszkadzało. Przeżycie brania prysznica w otoczeniu drzew i nieba jest godna polecania każdemu.

Strona www

TAK BLISKO WARSZAWY

fot. Maria Ocioszyńska

Razem zastanawialiśmy się, czy aż tak znane miejsce glampingowe może istnieć tak blisko nas. Byliśmy mocno zdziwieni faktem, że niecałe 30 minut od centrum warszawy możemy znaleźć miejsce tak klimatycznie i pożądane przez fotografów do robienia kampanii modowych.

Strona www

ACH TA KIMURA

fot. Jakub Jędrzejczak

Jest to miejsce, które pod względem klimatu urzekło nas od samego początku. Ma się wrażenie, że cały teren jest skrupulatnie przemyślany, każda dekoracja, krzak, deska, po której się chodzi, wszystko jest na swoim miejscu i nie przeszkadza.
Śpi się w beżowych namiotach, których konstrukcja opiera się na drewnianych palach. Każdy z namiotów ma swój osobny wystrój oraz prysznic pod gołym niebem.

Strona www

PŁYWAJĄC DOMEM PO WODZIE

fot. Maria Ocioszyńska

Z Rancza Rosochacz wyruszyliśmy w 500 km podróż w kierunku pływającego domu. W Giżycku nad jeziorem Niegocin znajdują się Houseboaty producenta Nomadream.
Kilkukrotnie pływaliśmy żaglówkami bądź katamaranami po morzu Adriatyckim i z reguły wiemy, jak wygląda życie w ciasnych pomieszczeniach łódek. Nie możesz się wyprostować, ciuchy masz rozsiane po wszystkich możliwych schowkach, a w lodówce masz do wyboru chłodzenie jedzenie albo alkoholu – każdy ma inne priorytety.

Tu natomiast sprawa wygląda o 180 stopni inaczej. Miejsca na łajbie jest w bród. Jest przystosowana do 8-10 osób i każdy z lokatorów miałby miejsce dla siebie. Nie trzeba brać ograniczonej ilości ciuchów w miękkich walizkach, nie trzeba chodzić na bosaka, nie boisz się, że dostaniesz bomem w głowę. Tu jest naprawdę poziom wyżej.

Strona www

STOJĄC W PORCIE

fot. Maria Ocioszyńska

Przejeżdżając do naszej przystani widać po nas było, że nie jesteśmy prawdziwymi wilkami morskimi. W przeciągu 30 minut od przyjazdu wypłynęliśmy na środek jeziora, by robić materiał na wystawę. Prawdziwi morscy podróżnicy zazwyczaj po wejściu na pokład pilnują minusowej temperatury w zamrażarce i zaczynają tygodniowe nawanianie własnego organizmu. To jest dopiero ekstremalne żeglowanie.

Strona www

PATRZĄC POD WODĘ

fot. Maria Ocioszyńska

By pływać Houseboatem nie potrzeba uprawnień, ale nie mieliśmy odwagi sami ruszyć z miejsca 10-tonową łodzią. Prawa jazdy mamy, jedno z nas nawet prowadziło tira po parkingu, ale łódź motorowa … to raczej nie dla nas.

Strona www

TARAS ZE ZMIENNYM WIDOKIEM

fot. Jakub Jędrzejczak

Każdy, kto choć raz był na łajbie wie dwie rzeczy:
– wykąpać można się jedynie w porcie
– na obiad najlepiej robić dania jednogarnkowe jak risotto czy gulasz
Gotowanie na tej łódce to zupełnie inna sprawa, kuchenka nie jest zawieszona w powietrzu, masz do dyspozycji dużo miejsca, gdzie możesz spokojnie przygotować jedzenie dla całej załogi, zapominając że jesteś na łajbie.
No i jeszcze ten widok z tarasu, dla nas 9.2/10.

Strona www

LĄDOWISKO NA DACHU

fot. Maria Ocioszyńska

Drugiego dnia znów wypłynęliśmy z naszej zatoki. Jedyną opcją na wystartowanie oraz lądowaniem dronem z łodzi było wstawienie ręki z nim za burtę. Za ostatnim razem czujniki w naszym dronie zbuntowały się i nie było możliwości podlecenia bliżej niż na 3 metry do łódki. Ostatecznie przy 2% baterii udało nam się wylądować na dachu nie topiąc przy tym urządzenia. Było tak blisko wyczerpania baterii, że jedno z nas zdjęło buty i bluzę z myślą o wyławianiu go z zimnej wody.

Strona www

WYMARZONY GARAŻ

fot. Jakub Jędrzejczak

Każdy facet ma wyobrażenie o własnym garażu, jeden chciał by w nim mieć ogromną spiżarnie, drugi zaś zabytkowe auto i mnóstwo narzędzi. Arka oraz Zuzy wymarzony garaż wyglądałby właśnie tak. Pełen sprzętu do kita oraz winda. 30 rodzajów desek, wszystkie rodzaje latawców, 15 trapezów oraz barów. Przyznamy szczerze, również marzy nam się podobny 😉

Strona www

BARAKOWOZY

fot. Jakub Jędrzejczak

Oglądaliście kiedyś serial „Chłopaki z Baraków”? Jeśli jesteście fanami ambitnej kinematografii to serdecznie odradzamy oglądanie tego dzieła. Po obejrzeniu przez nas tego serialu zmienia się perspektywa postrzegania campingów oraz czasu spędzanego tam czasu.
Chałupy 6 znane są ze swojej ekskluzywności oraz najlepszych i najdroższych przyczep campingowych w pierwszych rzędach od linii wody. Doświadczony bywalec campingów może znaleźć istne Mercedesy wśród przyczep. Często obiekty posiadające wyposażenie przyzwoitego mieszkania w Warszawie.
Z ziemi przyczepy te wyglądają „okazale”, natomiast z wysokości ptaka na usta ciśnie się jedno słowo: BARAKOWOZY 😉

Strona www

RANNE PTASZKI

fot. Jakub Jędrzejczak

Przyjeżdżając na Hel w przeciągu 30 minut spotkaliśmy naszych znajomych Zuzę i Arka. Są to zapaleni instruktorzy windsurfingu oraz kita. Mimo uczenia innych po 8-10 godzin dziennie siedząc w wodzie, mieli czas dla nas by zjeść wspólnie śniadanie o poranku. Prawie cały okres wakacyjny od maja do sierpnia spędzają na półwyspie helskim. Zimą natomiast przesiadają się na deskę i narty będąc instruktorami w największych kurortach europejskich. Czy nie jest to życie idealne?

Strona www

CHAŁUPY 6

fot. Maria Ocioszyńska

W Chałupach z reguły masz możliwość nocowania w 3 rodzajach lokalizacji:
1. W namiocie, gdzie jest trochę twardo i ciasno.
2. W przyczepie campingowej – wygodnie, ale plastikowo
3. Mieszkanie w pensjonacie, ale co to jest za przyjemność spania w pokoju hotelowym.

My zdecydowaliśmy się na coś pomiędzy opcjami 2 i 3. Nasza przyczepa “TinyHouse” była połączeniem drewnianego piętrowego domku z możliwością podróżowania z nią, gdzie dusza zapragnie. Posiada wszelkie udogodnienia przyczep, lecz ma plus, który jest na wagę złota: jest drewniana, a nie plastikowa 😉

Strona www

CHAŁUPY WELCOME TO

fot. Maria Ocioszyńska

Zbigniew Wodecki w swojej piosence opisywał piękną wolną od ubrań enklawę, będącą miejscem braku kompleksów, zazdrości i podejrzanych spojrzeń. Mowa tu o plaży nudystów, o której krążą mniej lub bardziej tajemnicze historie. Mimo tak bliskiej odległości, która dzieliła nas od tego miejsca nie udało nam się sprawdzić czy piosenka w rzeczywistości opowiada prawdę o „Golcach całych tłum”. Niestety musimy przeczekać całą zimę, by to ponownie sprawdzić. Dla osób spragnionych tego typu wrażeń, jedną z bardziej popularnych miejsc jest plaża pod Warszawą w Łomiankach.

Strona www

LITERA W

fot. Maria Ocioszyńska

Mimo, że w mediach nasz projekt przypominał sielankę, odpoczynek i zajawkę podróżowania z miejsca na miejsce, to był to niesamowicie wyczerpujący i wymagający okres. Brak wolnych terminów oraz presja czasu spowodowała, że nasz plan podróży przypominał literę W. Z północy na południe, na północ i znów na południe, by potem pojechać na wschód, następnie na zachód i ostatecznie zrobić 5,000 km po naszym kraju. Materiału powstała cała masa, blisko 10.000 zdjęć i filmików, które trzeba było obrabiać codziennie w każdej wolnej chwili.

Strona www

KONIEC HELU

fot. Maria Ocioszyńska

Do tego zdjęcia szykowaliśmy się kilka razy, 2 razy zaspaliśmy na wschód słońca, a wieczorami było pochmurnie. Idąc brzegiem plaży możesz spotkać o dziwo wygrzewające się na piasku foki. Niestety zwierzęta te łatwego życia z nami nie mają, gdyż gdziekolwiek znajdowała się foka od razu miała przy sobie 30 osób dokumentujących jej leżenie na piasku.

Strona www

KOT NA DRZEWIE

fot. Maria Ocioszyńska

„Anything for a photo” – to właśnie powtarzała sobie Marysia podczas wspinaczki na drzewo, żeby zrobić zdjęcie hamaka z perspektywy ptaka. Nie ważne, że lęk wysokości, to będzie ten złoty kadr. Niestety straż pożarna nie chciała przyjechać i pomóc, po- wiedzieli, że ściągają z drzew tylko małe kotki.

Strona www

HAMAK

fot. Jakub Jędrzejczak

Pływając żaglówkami wzdłuż wybrzeża Chorwacji zauważyliśmy wśród naszych skipperów trend spania na zewnątrz łodzi w podwieszanych hamakach. Nie mogliśmy oprzeć się idei wisznia w powietrzu, więc o to i on. Hamak Decathlon 99zł – serdecznie polecamy!

Strona www

JAK U BABCI NA WSI

fot. Maria Ocioszyńska

U Pani Basi właśnie tak możemy się poczuć. Mimo faktu, że nasze Babcie są najlepsze na świecie, a w kuchni robią cuda to w „Domu nad Wierzbami” możemy poczuć prawdziwą rodzinną atmosferę.
Pierogi, botwinka, domowe wina, czy masa różnorodnych przetworów to właśnie to co możemy znaleźć w kuchni Pani Basi.
Dom to jedna wielka przystań dla przyjezdnych, którzy wspólnie jedzą posiłki i spędzają czas. Kąpiel w wannie z polnymi kwiatami i ziołami, krowy kąpiące się w stawie oraz wspólne wieczorne ogniska to klimat który warto tu poczuć.

Strona www

POŚRÓD ZAPACHU LAWENDY

fot. Maria Ocioszyńska

Plusem trafienia na koniec zbiorów była możliwość zobaczenia produkcji wyrobów na bazie lawendy. Nawet nie sądziliśmy jak ciekawa może być produkcja olejków, syropów czy hydrolatu lawendowego. Nie spodziewaliśmy się ile pracy trzeba włożyć pracy i kilogramów lawendy by uzyskać olejek lawendowy. W lawendzie znajduje się tylko 2,5% naturalnego olejku, więc by stworzyć 10ml pojemniczek, trzeba zużyć aż 400 gram wysuszonej lawendy, czyli tyle ile znajduje się na jednym krzaczku.

Strona www

BIŻUTERIA WŚRÓD LAWENDY

fot. Jakub Jędrzejczak

Jadąc do Lawendowego Lądu ciągle w głowach mieliśmy jedno pytanie: „czy przypadkiem nie jest już po zbiorach lawendy i nie trafimy na puste pola”?
Jak się okazało, dokładnie wstrzeliliśmy się na końcówkę sezonu w większości pozbawioną widoku pięknych fioletowych kul. Nasza koncepcja połączenia złotej biżuterii z fioletowymi krzakami szybko musiała ulec zmianie.

Strona www

KU ZACHODZĄCEMU SŁOŃCU

fot. Maria Ocioszyńska

Wieczorami siodłaliśmy konie i ruszaliśmy w teren szukać idealnych ujęć na zdjęcia.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak ciężko jednocześnie siedzieć na bujającym koniu i pilotować w tym samym czasie drona. Lataliśmy jadąc jednocześnie samochodem czy płynąc żaglówką, ale konno to zupełnie inna perspektywa. Masz wrażenie, że wrócisz z wadą wzroku, naciągniętą szyją i bolącą dolną częścią pleców, gdyż nie jesteś w stanie jednocześnie amortyzować chodu konia.

Strona www

BEHAWIORYSTYKA KONI

fot. Jakub Jędrzejczak

Każdy koń ma swoją indywidualną osobowość. Może ci się wydawać, że dane zwierzę jest spokojne i skupia się jedynie na ciągłym jedzeniu trawy i krzaków w swoim zasięgu. Następnie okazuje się, że ów koń „Alfa” jest wicemistrzem polski w reiningu. Wystarczy jeden impuls, by ślamazarny stęp momentalne zamienić w szaleńczy cwał jeden z najszybszych w Polsce.

Ranczo Rosochacz to miejsce, w którym właściciele zajmują się treningiem trudnych nieokiełznanych koni. Są to prawdziwi profesjonaliści, do którzy przyjeżdżają trudne w obyciu konie z całej polski. Dzięki codziennemu treningowi dziki koń staje się bezpieczny oraz użyteczny dla swojego właściciela.

Strona www

BEHAWIORYSTYKA KONI VOL.2

fot. Jakub Jędrzejczak

Pamiętacie Roberta Redforda w filmie „Zaklinacz Koni”? Właściciele Rancza Marcin i Kuba twierdzą, że techniki wykorzystane w tym filmie to absolutny basic. Konie są to zwierzęta stadne żyjące w określonej hierarchii. W pracy z trudnym koniem najważniejsze jest podporządkowanie go sobie i pokazanie, że Ty tu rządzisz, ale jednocześnie nie jesteś dla niego wrogiem.

Ostatniego dnia mieliśmy okazję obserwować pierwszy trening Kuby z nowo przyjezdnym agresywnym koniem. Nie obyło się bez ataków konia w stronę trenera, stawania na tylnych nogach oraz dużej ilości kurzu, ale już po 30 minutach można było zaobserwować, że koń zaczyna zmieniać swoje nastawienie. Jak mówi mój imiennik “potrzeba czasu na złagodzenie charakteru konia, czasami miesiąca, czasami nawet trzech, ale trzeba z nim pracować, pracować i jeszcze raz pracować”.

Strona www

ICH WESTERNOWY STYL

fot. Jakub Jędrzejczak

Domki są usytuowane w taki sposób, by goście brali czynny udział w życiu codziennym Rancza. O poranku możemy spotkać krowę próbującą zajrzeć przez okno naszego domku do środka. Po południu co chwile słychać rżenie konia, którego zagroda znajduje się 7 metrów od Twoich drzwi. Wieczorami z werandy masz widok na gości Rancza, którzy siodłają konie, by następnie pogalopować przez dzikie lasy oraz pola.

Strona www

UTAH

fot. Maria Ocioszyńska

Jest to stan w USA położny w zachodniej części kraju, którego nazwa jego pochodzi od zamieszkujących go w przeszłości Indian Ute (Jutów) – ludzie gór. Charakteryzuje się gorącym suchym latem z najmniejszą roczną sumą opadów – 528mm.

Choć „ludzi gór” tam nie spotkaliśmy, a padało prawie codziennie to i tak nasz domek miał swój Amerykański, Utah’owski westernowy styl. Łóżka kontynentalnego tam nie spotkamy, ale po co one, skoro na zewnątrz domku jest tyle atrakcji, które zapełniają nam cały dzień. Szkoda czasu na spędzanie czasu pod zadaszeniem, skoro jadąc tam masz tylko jeden cel, wyjeździć się konno za wszystkie czasy.

Strona www

ROWERKIEM WODNYM PRZEZ JEZIORA, MORZA, OCEANY

fot. Jakub Jędrzejczak

Miejscem robienia tego zdjęć nie podzielimy się z wami. Jest to miejsce, gdzie jedno z nas spędzało cały okres wakacyjny biegając nago po plaży. Miejsce w okresie wakacyjnym jest cudowne od poniedziałku do czwartku, brak tłumów, cisza spokój i ludzie, którzy dbają o wspólną przestrzeń. Natomiast weekendy to cotygodniowe blackfriday na grillowanie na pomoście i śmiecenie w lesie. Wstyd mi za was weekendowi „goście”.

Strona www

BLISKOŚĆ SŁOWACJI

fot. Maria Ocioszyńska

Jurta znajduje się w rejonie Karpat Zachodnich tuż nad samą granicą ze Słowacją. Drugiego dnia będąc na wycieczce pośród gór dostajemy oboje SMS: „Opłaty roamingu w Słowacji….”
Czyżby w dobie Covid-19 przekroczyliśmy nieświadomie polską granicę???

Strona www

DOMEK ZE SZKLANYM DACHEM

fot. Jakub Jędrzejczak

Jak wiadomo ekskluzywność to przestrzeń i światło. W jurcie dodatkowym atutem jest fakt posiadania na środku stożka dachowego cylindrycznego okna, które rozświetla wnętrze domku.

Teoretycznie konstrukcja naszej jurty nie różni się zbytnio od jej historycznej wersji. Jurta wsparta jest na drewnianym stelażu, ściany są zrobione z bawełnianego pokrowca wypełnionego izolującą wełną, a dodatkowe ciepło zapewnia kominek opalany drewnem. Warunki jak z filmu.

Strona www

Media o nas

KUKBUK.pl

Zespół Slow Polska odwiedza najpiękniejsze ośrodki wypoczynkowe w Polsce. W nowoczesnym namiocie czy w koronach drzew – sprawdźcie, gdzie najlepiej odpocząć! Zobacz więcej